Często szukamy sposobu na realizację celów, zwłaszcza, gdy nauczeni dotychczasowym doświadczeniem widzimy, że zapał i pomysł to jedno, a realizacja to coś zupełnie odmiennego… Stwierdzenie: ” żeby mi się chciało tak, jak mi się nie chce” zapewne niejeden z nas często miewa w myślach i na języku. Czy są jakieś łatwe sposoby na to, żeby zrealizować swoje plany, być skutecznie zmotywowanym i konsekwentnym w działaniu? Skąd czerpać inspirację i trwałą motywację? Znalazłam kilka technik i chętnie się nimi podzielę.

Punkt wyjścia – my po prostu nie jesteśmy zbyt racjonalni

Badania naukowe pokazują, że jeśli mamy do wyboru  uzyskanie jakiejś gratyfikacji, na przykład 10 PLN, teraz, albo 11 PLN za tydzień, to wybierzemy 10 PLN teraz.  Jeśli jednak obie „nagrody” odsuniemy w czasie (na przykład 10 PLN za 40 tygodni lub 11 PLN za 41 tygodni), wówczas okazuje się, że jesteśmy gotowi poczekać tydzień dłużej, by otrzymać więcej. Przyczyną takich decyzji jest to, że gdy jesteśmy blisko pokusy, czujemy, jakbyśmy ją już mieli i brak realizacji potrzeby odczuwamy jako stratę, której nie umie nam zrekompensować nawet przyszła, obiecana, większa nagroda (badania Daniela Kahnemana mówią, że strata boli bardziej, niż nagroda cieszy).

Kolejnym wytłumaczeniem jest fakt, że wobec bliskości bodźca, którego możemy mieć „już” stajemy się bardziej impulsywni. Kiedy zaś oba bodźce są od nas na tyle daleko, że tak czy siak nie są jeszcze dla nas „dostępne”, wówczas stajemy się znów bardziej racjonalni i refleksja pozwala nam dokonać mądrzejszego wyboru. Dlatego, jak pytamy ludzi, gdy myślą o przyszłości, czy chcą oszczędzać, mówią, że tak, ale nie od dziś, tylko od jutra. Powyższe twierdzenia wyjaśniają, czemu często z dłuższej perspektywy widzimy, że na przykład warto się zdrowo odżywiać (myśląc, że chcielibyśmy mieć dobrą formę na stare lata), ale na chwilę obecną wolimy zjeść pyszną muffinę. Wiedzę taką można wykorzystać, by „sprowadzić siebie na ziemię” i pomóc samemu sobie racjonalnie i mądrze postępować, by zaplanowany cel stawał się nam bliższy z każdym dniem.

Co możesz zrobić już dziś, by mieć motywację do działania?

1. KONTRAKT.

Można zawrzeć kontrakt. Z kimś znajomym, albo nawet oficjalny, na przykład za pomocą stron takich jak: stickk.com. Jak to działa? Wyobraźmy sobie, że jest zachowanie, którego częstotliwość chcemy zwiększyć: nauczyć się gry na instrumencie, ćwiczyć, itp. Na takiej stronie dokonujemy publicznej deklaracji, że chcemy to zrobić i „wypisujemy czek” na określoną kwotę (wyceniamy, na ile jest dla nas warte osiągnięcie tego celu), która, w wyniku niepowodzenia będzie przekazana na cele charytatywne. Strona ta pomaga znaleźć kogoś, kto będzie monitorował nasze postępy oraz zapewnia grupę wsparcia. I jeszcze jedna ciekawostka – nie my wybieramy fundację, która ewentualnie wzbogaci się na naszej porażce, tylko „zarząd” strony, i będzie to prawdopodobnie fundacja, na którą nie dalibyśmy z własnej woli nigdy pieniędzy. Co więcej, strona wyśle do naszych znajomych na Facebooku i Twitterze informacje, że mieliśmy jakiś cel i go nie zrealizowaliśmy. Także dosyć silna motywacja, nie sądzicie? Myślę jednak, że warto samemu popracować nad swoją motywacją, żeby nie trzeba było sięgać po aż tak bardzo drastyczne rozwiązania.

2. „UTRUDNIACZE” i  „UNIKACZE”.

Kolejna propozycja, na przykład Google goggles. Ideologia polegająca na  zrobieniu sobie „utrudniaczy” w dostępie do czegoś, np. za każdym razem jak chcemy coś zrobić, musimy wypełnić zadania matematyczne w określonym czasie. Na tej podstawie stworzona została wersja budzika w telefonie, który chcąc wyłączyć, trzeba właśnie wyliczać zadania matematyczne. Są one trudne, więc mamy gwarancję „pobudki intelektualnej” i wówczas wyłączenie budzika nie grozi tym, iż zapadniemy w kolejną błogą drzemkę. Innym przykładem, w ramach „unikania” jest np. szukanie innej drogi po pracy, chociażby koło księgarni, a niekoniecznie cukierni…

3. „ROZPRASZACZE”.

To grupa pomysłów, polegająca na wybraniu zastępczej aktywności zamiast tej, którą chcemy porzucić (chyba najbardziej znana jest guma do żucia zamiast  papierosa). Jakieś inne propozycje? Nawet zwykła karteczka włożona do portfela z napisem:”czy naprawdę chcesz to kupić?”, którą przeczytamy sięgając po gotówkę czy kartę płatniczą, może nas rozproszyć na tyle, by ponownie rozważyć zakup… Innym pomysłem jest włożenie do portfela zdjęcia wymarzonego przedmiotu, na który chcemy oszczędzać.

Wiedzę na temat tego, jak funkcjonuje nasz umysł w momencie zakupów zaczęli wykorzystywać autorzy reklam, dlaczego więc sami nie możemy jej wykorzystać, by przeciwdziałać ich wpływom, bądź wpływać na siebie, ale w korzystnym dla nas kierunku? Wiadomo na przykład, że myśląc o pewnych przedmiotach przypinamy do nich etykietkę pod tytułem:  „zakup roczny”, „zakup dzienny” (pralka to na przykład zakup na 10 lat, a kawa jest zakupem na co dzień). Jeśli jednak sprowadzimy oba przedmioty do wspólnego mianownika, np. koszt zakupu pralki 2000 PLN podzielimy na 10 lat i na 365 dni, wyjdzie nam koszt dzienny rzędu 55 gr.! Wiadomo, dochodzi inflacja itd., ale już sama świadomość, że „skoro stać nas na kawę dziennie”, to i „stać nas na pralkę”, jeśli codziennie będziemy odkładać (bo na przykład będziemy kupować codziennie małą kawę zamiast dużej i nadwyżka pójdzie na pralkę) jest dość motywująca.

Z drugiej strony, jeśli marzy nam się coś bardzo drogiego, na przykład ekstrawaganckie buty, których użyteczność oceniamy na np. 2 lata (albo i rok, bo moda się zmienia i później ich nie założymy, nawet jak nie będą schodzone), jeśli wówczas sprowadzimy cenę takowych do wartości dziennej, być może sprowadzi nas to ziemię i uznamy, że nie chcemy codziennie odkładać aż tak dużej kwoty… Myślę, że warto kilka takich rachunków wykonać, jako rozpraszacz przy decyzji zakupowej.

4. STOSUJ PRZEDPŁATY, NAJLEPIEJ NA RATY.

Moja ulubiona zasada. Bądźmy szczerzy, świat nie bez powodu idzie w kierunku rozdawania kart kredytowych, ułatwiania płatności (karty zbliżeniowe, płacenie telefonem). Nie bez powodu przy płaceniu z góry pełnych kwot dostajemy rabat, np. 10%. Wszystko po to, aby pobudzać konsumpcje, aby gospodarka się kręciła, zaś fakt korzystania i zadowolenia konsumenta z zakupu rzadko już kogokolwiek obchodzi. A my, będąc impulsywni, często zakupu żałujemy, ale już nie chce nam się oddawać, odsyłać… Kupujemy karnety na fitness, ale nie chce nam się chodzić… Rynek o tym wie. Wie, że jesteśmy wygodni i leniwi. I uwierzcie mi, wcale na swoich „rabatach” nie jest stratny.

Spróbujcie zrobić kiedyś taki eksperyment. Idźcie do galerii handlowej i na przemian płaćcie gotówką i kartą. Po powrocie do domu, usiądźcie nad kartką papieru i spróbujcie odpamiętać swoje zakupy. Nie zaglądajcie do paragonów, ani do wyciągu bankowego! Według wyników badań nad zachowaniami konsumenckimi najprawdopodobniej znacznie łatwiej odpamiętacie zakupy dokonane gotówką. Dlaczego? Ponieważ było to bardziej skomplikowane. Być może pamiętacie, jakie banknoty wyciągaliście, wyciągając je, liczyliście, czy się zgadza, co więcej – poczuliście wartość tych pieniędzy mając je w rękach. Dostaliście resztę, odruchowo w głowie licząc, czy w dobrej wartości. Takie zakupy kosztowały „więcej”.

Zakupy płacone kartą zawsze kosztują tyle samo: wartość Waszego PIN-u. Niczym się od siebie nie różnią, więc zawsze o którymś zapomnicie. A jeśli nie pamiętacie, ile rzeczy kupiliście, łatwiej będzie Wam uznać, że nie tak znowu wiele, więc można i jeszcze jedną 😉 Tak więc trzeba zrezygnować z wygody i chcąc coś kupić najlepiej poprosić o odłożenie tej rzeczy i przejść się do bankomatu. A po drodze wciąż się pytać: czy chcę to kupić? Jaki jest tego koszt dzienny?

Na koniec…

I jeszcze jedna wskazówka, dlaczego lepiej nie płacić od razu całej kwoty. Zazwyczaj moment płacenia najbardziej nas boli, a zatem najsilniej motywuje, by z zakupionej rzeczy korzystać. Jeśli zapłacimy za roczny karnet, będziemy chodzić w styczniu, lutym, a potem coraz rzadziej. Jeśli będziemy płacić kwartalnie, będziemy mieć już cztery momenty w roku, kiedy stwierdzimy: „no, to teraz to się sprężę”. Nie mówiąc o płatnościach comiesięcznych (analiza wyników badań z tej tematyki pokazuje, że korzystamy o tyle „wartościowo” więcej przy częstym płaceniu, że żaden rabat proponowany za „płatność z góry” tego nie przekroczy, więc nie ma się co martwić, że będziemy stratni decydując się na płatność na raty. Wprost przeciwnie).

Jednak mobilizacja jest przede wszystkim wtedy, gdy zastosujemy przedpłatę, bo wówczas dochodzi motywator bazujący na teorii „utopionych kosztów”( sunk cost effect), czyli: „zapłaciłem, to muszę skorzystać”. Tak więc najlepiej zapłacić wcześniej, bo szkoda wydanych już pieniędzy, i jak najczęściej, żeby na nowo się motywować potrzebą skonsumowania czegoś, co kupiliśmy. Dodatkowy wniosek: tutaj też „krecią robotę” robią nam automatyczne przelewy z banku ułatwiające „wyczyszczenie konta”, ale odbywające się zupełnie bezrefleksyjnie. Płacąc każdy przelew ręcznie, samemu, mamy większy kontakt z naszymi ciężko zapracowanymi pieniędzmi, czujemy ich wartość i nie chcemy ich marnować.

Mam nadzieję, że wybrane przeze mnie motywatory będą Wam pomocne 🙂 Zapraszam również Was do napisania, jakie macie sposoby na skuteczne zmotywowanie samego siebie do realizacji celów, zarówno tych zawodowych, jak i osobistych.

Małgorzata Pawlińska

Toniesz w emocjach? Nauczę Cię pływać!

Jesteś SP (Sensitive Person)? Dołącz do „The third SPace” - newsletterowej przestrzeni Twojego rozwoju. Otrzymasz na start PDF „Tonąc w emocjach – nauka pływania” a w dalszym kontakcie mnóstwo inspiracji do poszukiwań Twoich własnych „3 SP dla SP”: SPokoju, SPójności i SPełnienia.

O AUTORCE

Nazywam się Małgorzata Pawlińska. Jako psycholog, Coach PCC ICF oraz licencjonowany konsultant i trener Odporności Psychicznej - pomagam kobietom będącym SP (SP – Sensitive Person) odnaleźć i rozwijać w życiu 3 SP: SPokój, SPójność, SPełnienie.

Podobne wpisy