BEZPŁATNY webinar: "Wysoka wrażliwość wobec kryzysów"
Ostatnio zauważyłam bardzo niepokojący trend. Coraz więcej kobiet odchodzi z etatu, np. z korporacji, i chce założyć własny biznes. I, o ile sam ruch „z etatu na swoje” nie jest tym, co budzi mój niepokój (popieram przedsiębiorczość i chętnie pomagam w jej rozwijaniu), to warte analizy są przesłanki za tym stojące. Często bowiem powodem chęci takich zmian jest… nadmierna wrażliwość. Gdybym usłyszała od tych kobiet, że chcą odejść, bo: „mają świetny pomysł na biznes, a na etacie tego nie zrealizują; czują się jak ryba w wodzie w sytuacjach nowych, niepewnych; gdzie mogą być swoim sterem i okrętem, z  pełną odpowiedzialnością za swoje decyzje” – to OK. Jednak, gdy mam przyjemność z tymi kobietami pracować, i dopytuję o powody odejścia, często (za często!) słyszę: „bo na etacie jest / była za duża presja, stres, ciągłe zmiany; nie daję rady pracować w takim środowisku.” I to jest sygnał alarmowy! Że mamy do czynienia z ucieczką a nie dążeniem (o zdrowym i niezdrowym typie motywacji oraz najczęstszych powodach, dla jakich kobiety zakładają własny biznes przeczytasz TUTAJ). Tymczasem wrażliwość jest dosyć poważną blokadą w prowadzeniu własnego biznesu, bo własna działalność to obszar znacznie bardziej stresujący niż etat nawet w najbardziej wymagającej korporacji.

Wrażliwość wrażliwości nierówna

Wiem, o czym mówię. Sama pracowałam, jeszcze jako księgowa, 10 lat na etatach, w firmach polskich i zagranicznych. Także w ogromnych korporacjach. I były posady lepsze i gorsze, mniej lub bardziej stresujące. I jestem (byłam? – zaraz to rozwinę) osobą bardzo wrażliwą. A 4 lata temu zostałam przedsiębiorcą. Owszem, sama sobie szefem, własny, elastyczny czas pracy. Ale i ciągłe pozyskiwanie klientów, ekspozycja na ocenę / krytykę, marketing, sprzedaż. W początkach niepewny dochód, stres związany z odbiorem moich produktów i usług. Powiem szczerze – nawet największy stres na etacie nie jest aż tak duży w porównaniu z tym związanym z działalnością. Musiałam zaprząc w działanie całą swoją wiedzę psychologiczną z zakresu rozwijania cech przedsiębiorczych i odporności psychicznej, by się „ogarnąć”. Bez solidnej dawki treningu mentalnego poległabym po pierwszym, najtrudniejszym, roku. Bo wrażliwość nie sprzyja funkcjonowaniu w takim biznesowym środowisku.

Mówię tu o wrażliwości jako braku zdolności do radzenia sobie ze stresem, wyzwaniami, presją płynącą z zewnątrz. Jako braku samokontroli w obszarze emocji. Jako o nadmiernych, negatywnych reakcjach na porażki, krytykę, niekontrolowalność pewnych zdarzeń i sytuacji.

Jest bowiem jeszcze wrażliwość definiowana neuronalnie, bardziej temperamentalnie (zgodnie z badaniami Elaine Aron N., autorki wspaniałej książki „Wysoko wrażliwi”). I tu chodzi o inną wrażliwość, taką związaną z naszym układem nerwowym, który źle znosi nadmiar bodźców, hałasu i łatwo ulega „przestymulowaniu” w środowiskach np. korporacyjnego „open-space”. Ta wrażliwość raczej nie podlega modyfikacji, jest genetycznie uwarunkowana, ale ona akurat w prowadzeniu własnej działalności nie przeszkadza, bo tu przejście z głośnego środowiska na spokojne (np. praca z domu) może nam bardzo służyć. Temu rodzajowi wrażliwości poświęcę osobny artykuł, tu tylko o nim wspominam, by wiadomo było, że to nie tę wrażliwość uważam za blokadę mentalną w biznesie.

Wrażliwość dojrzała i niedojrzała

Mówię bowiem o wrażliwości będącej wynikiem pewnych wewnętrznych przekonań, lęków, które rzutują na taką a nie inną interpretację tego, co dzieje się na zewnątrz. Które powodują, że osoby wrażliwe odbierają coś jako stres, zagrożenie, w przeciwieństwie do innych osób z otoczenia. Mówię o wrażliwości, co do której można powiedzieć (po wykonaniu nad sobą odpowiedniej pracy) że „było się” nadmiernie wrażliwym, ale już się nie jest. O wrażliwości, która stanowi przeciwny biegun odporności psychicznej (zgodnie z definicją odporności psychicznej wg Doug Strycharczyk i Peter Clough, autorów książki „Odporność Psychiczna”).

I właśnie dlatego powyżej napisałam w nawiasie, że „jestem / byłam” wrażliwa. Bo jestem (i już raczej pozostanę) wrażliwa temperamentalnie, ale byłam wrażliwa emocjonalnie. Bo byłam niedojrzała. Przejmowałam się zanadto opinią innych, totalnie uzależniona od ich akceptacji. Nadmiernie przeżywająca wszelkie objawy „odrzucenia” (a tak własnie osoby wrażliwe odbierają nawet konstruktywną krytykę czy opinię). Chciałam mieć kontrolę nad wszystkim, by czuć się bezpiecznie, nie musieć stawiać czoła zmianom. A, że nie da się kontrolować wszystkiego, potwornie przeżywałam swoją bezradność w tym obszarze, nie mogąc się pogodzić z faktami. Wyzwanie? To nigdy nie było coś ekscytującego. Tylko wizja zagrożenia, ewentualnej utraty, porażki, problemów. No i potworny perfekcjonizm, by czuć, że jestem dla innych „wystarczająco dobra”i nie musieć przeżywać strasznych emocji związanych z ewentualnym błędem…

Czy mam dalej wymieniać?

Tymczasem osoby posiadające dojrzałość w obszarze samokontroli potrafią mądrze zarządzać emocjami, nabierać dystansu do otaczającej rzeczywistości, „rozmawiać” ze sobą w celu weryfikacji niezdrowych przekonań. Potrafią siebie wspierać i mają zbudowany wewnętrzny system bezpieczeństwa, dzięki czemu nie opierają się tak rozpaczliwie na innych i potrzebie uzyskania bezpieczeństwa z ich strony. Posiadają zdrowe poczucie własnej wartości, nie boją się błędów, działania. Czy to nie brzmi lepiej?

Od wrażliwości do odporności

Jak więc taką dojrzałość wewnętrzną uzyskać? Jak pozostawić w sobie cudowną wrażliwość na piękno, sztukę, uczucia do drugiego człowieka, ale pożegnać się na dobre z tymi aspektami, które nam szkodzą?

Mi pomogła terapia poznawczo-behawioralna (bo to właśnie ten nurt terapeutyczny pomaga w pracy nad naszymi przekonaniami, które ściśle przekładają się na powstające w nas emocje. Dlatego sama w tym nurcie obecnie pracuję. I bardzo pomógł mi intensywny trening odporności psychicznej, który sama sobie stworzyłam (ciągłym rozwojem podczas studiów psychologicznych, coachingowych oraz szkoleń z Racjonalnej Terapii Zachowania). A także nieprzerwane, wieloletnie, testowanie na sobie wszystkich możliwych technik, metod i narzędzi z tej dziedziny. I to działa! Teraz, po kilku latach takiej pracy, widzę również, że to działa także u moich klientów.

Możesz rozwijać w sobie odporność psychiczną. Nie jest ona bynajmniej żadną ucieczką od siebie, czy staniem się „bezemocjonalnym robotem”. Nie. To taka Twoja osłona, „szczepionka” przed chorobami współczesnego świata. To coś, co dosłownie zwiększa Twoją Odporność, byś nie chorowała w kontakcie z trudami, kryzysami, stresem życia codziennego i zawodowego. To też Twoja tajna broń broniąca Twojej indywidualności, wyjątkowości. Bo dzięki niej nie złamiesz się przy silniejszych powiewach, będziesz dalej trwała ze swoją ideą, misją, wizją życia i pracy jaką chcesz mieć. Bycia człowiekiem, jakim chcesz być. Tylko osoby odporne psychicznie mają odwagę do pokazywania się światu takimi jakimi są i mówienia tego, co chcą naprawdę powiedzieć.

  • Jeśli więc czujesz, że masz do powiedzenia coś ważnego…
  • Jeśli czujesz, że nie chcesz już żyć pod czyjeś dyktando, tylko naprawdę po swojemu…
  • Jeśli chcesz dojrzeć wewnętrznie i nie być niewolnikiem nadmiernej wrażliwości…
Skontaktuj się ze mną! Możesz u mnie wykonać profesjonalny, przebadany naukowo i uznany międzynarodowo KWESTIONARIUSZ ODPORNOŚCI PSYCHICZNEJ MTQ48 wraz z raportem rozwojowym i konsultacją.

 

 

Toniesz w emocjach? Nauczę Cię pływać!

Jesteś SP (Sensitive Person)? Dołącz do „The third SPace” - newsletterowej przestrzeni Twojego rozwoju. Otrzymasz na start PDF „Tonąc w emocjach – nauka pływania” a w dalszym kontakcie mnóstwo inspiracji do poszukiwań Twoich własnych „3 SP dla SP”: SPokoju, SPójności i SPełnienia.

O AUTORCE

Nazywam się Małgorzata Pawlińska. Jako psycholog, Coach PCC ICF oraz licencjonowany konsultant i trener Odporności Psychicznej - pomagam kobietom będącym SP (SP – Sensitive Person) odnaleźć i rozwijać w życiu 3 SP: SPokój, SPójność, SPełnienie.

Podobne wpisy