Chcę czegoś innego, innowacyjnego, kreatywnego. Mam dość ciągłej odtwórczości w internecie.
27 sierpnia 2015 |

Ostatnio chyba miałam za dużo czasu na siedzenie w internecie 😉 Po powrocie z Mazur, wypoczęta, z wywietrzonym umysłem, pełna nastawienia na „tu i teraz”, z poukładanym „wczoraj” i „jutro”. Prawdziwa ja, autentyczna, chcąca dzielić się sobą z innymi. Zabrałam się ostro do pracy.

Pracy, która miała polegać na rozplanowaniu kilku nowych projektów związanych z działalnością psychologiczno – coachingową, z utworzeniem strony internetowej, zaistnieniem w Social Media, itd itp.

No i zaczęło się…

Mnóstwo blogów w tematyce rozwijania firmy on-line, dziesiątki stron promujących działalność podobną do tej, jaką sama chcę rozwijać, mnóstwo porad, „złotych zasad sukcesu”, tytuły zazwyczaj zawierające jakąś magiczną liczbę, która przyciąga jak magnes i zapewnia, że dzięki takiej ilości konkretnych kroków czytelnik osiągnie wszystko, czego pragnie. Najpierw uczucie podekscytowania, że tak super i zwięźle wszystko przedstawione, nic tylko stosować. Potem dziwne uczucie „Déjà vu”, sprawdzanie, że chyba już byłam na tej stronie. Ale nie, to inna. I jeszcze inna, a wszystkie o tym samym, w ten sam sposób, ba, czasem nawet z tymi samymi błędami…

Nagle więc ilość prawdziwych, oryginalnych porad zmalała.

Można z nich zrobić krótką listę, jakąś taką biedną, wymiętą, wyżętą od wielokrotnego używania. I to nie używania w celu zastosowania w życiu, ale w celu stosowania funkcji „kopiuj” – „wklej”.

Wygrywają Ci, u których jako pierwszych coś przeczytamy, bo wtedy wydaje się to świeże, nowe, wartościowe, po prostu „Wow”. Trafiamy tam a nie gdzie indziej, bo przypadek, dobre pozycjonowanie, najwięcej polubień na Facebooku. Czy to jednak równa się – najlepsza jakość? Oryginalność? No niekoniecznie.

Zastanawiam się, w jakim kierunku to zmierza. Czy nowi przedsiębiorcy, blogerzy, dostawcy usług on-line nie przegrają na tym, że bezmyślnie stosują się do zasad promowanych w taki sposób i jednocześnie, w myśl kilku z nich, sami zaczynają „kopiować i podawać dalej”? Przecież za chwilę w internecie będziemy rozmawiać ze sobą jak papugi, mówiąc do siebie tymi samymi hasłami, a kompletnie nie pokazując swojego prawdziwego ja. Czuję ogromny zgrzyt pomiędzy tak szeroko ostatnio propagowaną „autentycznością” i znajdowaniem swojej własnej, niepowtarzalnej niszy, a masą porad: rób tak, tak i tak (gdzie sukces zapewnia wyłącznie odtwórstwo).

Coś mi tu nie pasuje. Tak jak mówię: zobaczyłam i poczułam jakiś drapiący mentalnie paradoks przez nadmierne śledzenie internetu w ostatnim czasie. Stworzyło to pewien dziwny, wielki, duszący kokon naokoło mnie i poczułam silną potrzebę, aby się przez niego przebić.

Poczułam bowiem, jak ogranicza, wręcz przydusza się moją kreatywność.

Jak, mimo zapewnień: „stać Cię na sukces! Jesteś najlepszy! Uwierz w siebie!” tak naprawdę wzbudza się we mnie przekonanie: „Ucz się od innych, naśladuj innych, rób dokładnie tak jak oni, tylko wtedy będzie Ci dane…” Tak więc ostatecznie tłumi się moje przekonanie, że powinnam wierzyć sama w siebie i w swoje pomysły, zwłaszcza, gdy odbiegają od pomysłów „najlepszych”. Ja wiem, że warto uczyć się od najlepszych. Tylko, że słowem klucz są NAJLEPSI, a nie jest to każdy, kto odniósł sukces według definicji również ugładzonej i uwspólnionej dla wszystkich.

Dodam jeszcze, że, moim zdaniem, jak uczyć się od najlepszych, to tak, aby nas to zainspirowało do własnego, indywidualnego i oryginalnego rozwoju, a niekoniecznie do takiego samego rozwoju, jak owa osoba.

Tak więc znów będzie chyba w najbliższym czasie trochę zmian na blogu. Nie będzie w nim raczej „złotych zasad w punktach” (choć w sumie zawsze intuicyjnie tego unikałam, bo wydaje mi się, że nie ma czegoś takiego jak zasady które działają zawsze i wszędzie i na każdego jednakowo).

Będą wpisy pobudzające do refleksji, być może nawet dyskutujące z różnymi „cytatami dnia” z różnych znanych stron. Wierzę, że mój blog odwiedzają ludzie wrażliwi, ambitni, o wysokich aspiracjach, którzy zaglądają do swojego wnętrza, a nie na zewnątrz, dzięki czemu nie przyjmują bezkrytycznie różnych faktów, tylko analizują je poprzez pryzmat swojego własnego rozsądku i emocji.

Chcę pisać dla takich ludzi. Marzy mi się stworzenie społeczności ludzi jednocześnie wrażliwych i odważnych, którzy kreatywnie i dojrzale kreują swoje życie według najwyższych standardów. Którzy sami sobie te standardy wyznaczają, w zgodzie ze sobą, swoją naturą, swoim niepowtarzalnym ja. Jeśli jesteś jedną z takich osób, daj o sobie znać! Napisz parę słów w komentarzu, polub moją stronę na Facebooku, aby być na bieżąco z kolejnymi wpisami, podziel się tym wpisem; pokaż, że jest nas – silnych ludzi odważnie kreujących swoje życie, niekoniecznie w zgodzie z narzucanymi z zewnątrz utartymi standardami – o wiele więcej!

Toniesz w emocjach? Nauczę Cię pływać!

Jesteś SP (Sensitive Person)? Dołącz do „The third SPace” - newsletterowej przestrzeni Twojego rozwoju. Otrzymasz na start PDF „Tonąc w emocjach – nauka pływania” a w dalszym kontakcie mnóstwo inspiracji do poszukiwań Twoich własnych „3 SP dla SP”: SPokoju, SPójności i SPełnienia.

O AUTORCE

Nazywam się Małgorzata Pawlińska. Jako psycholog, Coach PCC ICF oraz licencjonowany konsultant i trener Odporności Psychicznej - pomagam kobietom będącym SP (SP – Sensitive Person) odnaleźć i rozwijać w życiu 3 SP: SPokój, SPójność, SPełnienie.

Podobne wpisy