„Rozwój osobisty. Instrukcja obsługi”, czyli opowieść o cukierku i smacznym obiedzie.
29 września 2015 |
Parę dni temu, poproszona o recenzję, przeczytałam książkę Rafała Żaka – „Rozwój osobisty. Instrukcja obsługi”. Podejrzewałam, że generalne przesłanie książki będzie zbliżone do mojego podejścia do rozwoju i do dostępnych na rynku usług w tym zakresie. Czułam wewnętrzną zgodność z większością wypowiedzi autora, gdy czytałam jego wywiady, jak choćby, że: „warto znać się na rozwoju osobistym. Warto nauczyć się rozwijać” ;  bądź gdy spotykałam się z wypowiedziami o Rafale, że stawia on sobie ambitny cel znalezienia „granicy pomiędzy rozwojem, który ma sens, a rozwojem, który jest celem samym w sobie”. Sięgając po książkę nie byłam jednak wcale pewna, jak ukształtuje się z wyniku lektury moja odpowiedź na postawione na okładce pytanie:

czy rozwój osobisty to potrzeba, presja czy uzależnienie?

Ciekawość była zatem ogromna…

Cukierek? A może smaczny i zdrowy obiad?

Zacznijmy jednak od tytułowego cukierka i obiadu. W jednym z moich ostatnich wpisów przestrzegałam was przed różnego rodzaju „dobrymi radami” i „złotymi myślami” masowo rozprzestrzeniającymi się w Internecie. Są one niczym cukiereczki, takie kolorowe, ładne, kuszące. Miło się je zjada, chętnie się nimi dzieli, wszyscy czują chwilową błogość. Niestety, zapewne większość z was przyzna, że cukierki, serwowane w nadmiarze, zdrowe nie są. Nie dadzą nam solidnego budulca, dzięki któremu będziemy mogli się odpowiednio rozwijać. Owszem, spożywane od czasu do czasu nie zaszkodzą, nie mniej nie zalecałabym opierania na nich całej diety.

Tymczasem, w występującym ostatnio szaleństwie rozwojowym, motywującym nas do stawania się „najlepszą wersją samego siebie”, pojawia się coś innego, dobrze zaserwowanego, co ma ambicje stać się „zdrowym obiadem”, chroniącym nas przed efektami ubocznymi cukierkowej propagandy. Książka Rafała Żaka.

Autor za cel stawia sobie wyedukowanie czytelnika w kwestiach rozwoju kompetencji oraz odróżniania różnych metod i narzędzi uczenia się (czym jest mentoring/szkolenie/coaching itd). Wnikliwej analizie poddaje działanie branży poradnikowo-szkoleniowej. Wielokrotnie podkreśla na łamach książki ważność krytycznego myślenia oraz umiejętność oceny skuteczności usług rozwojowych. Bazuje na obiektywnych, naukowych narzędziach. Podczas lektury całej książki wciąż czuje się, że autorowi bardzo zależy na tym, by czytelnik stał się krytycznym i świadomym swoich praw odbiorcą usług rozwojowych. Jest to zatem kierunek zdecydowanie bardziej „obiadowy”, w jak najlepszym sensie tego określenia. Sprawdzone naukowo, zdrowe składniki, zaserwowane w odpowiedniej ilości i temperaturze 😉

Książka posiada dodatkowe elementy, czyniące lekturę jeszcze smaczniejszą. Mam tu na myśli dobre, lekkie pióro autora, zabawne wstawki „okiem szydercy” czy „ścinki, skrawki, smaczki”. Jest to ukłon w stronę czytelnika, by lektura nie nużyła i lepiej przyswajało się treść – czyli mocną merytorycznie, świetnie ustrukturyzowaną główną wartość książki.

Szczególnie smaczne „kąski”

Nie zamierzam streszczać tu książki. W załączonym pod artykułem linku do darmowego fragmentu możecie przejrzeć spis treści, jak i poczuć „styl” autora. W mojej wypowiedzi chcę jednak przybliżyć kilka kwestii szczególnie wartościowych.

Chociażby zagadnienie ćpunów rozwojowych. Jest to temat, któremu warto się przyjrzeć, zwłaszcza w obliczu kontaktu ze sprzedawcami usług rozwojowych, bazujących głównie na technikach manipulacyjnych, by… uzależnić nas od swoich usług/poradników; niekoniecznie zaś skutecznie pomóc. Steve Pavlin, tak definiuje to pojęcie:

Self-help junkie (czyli właśnie „ćpun samopomocowy, rozwojowy”) to ktoś, kto żarłocznie czyta książki poradnikowe, uczestniczy w seminariach na tyle często, na ile tylko pozwala mu budżet, i jest biegły w żargonie dotyczącym samorozwoju. Natomiast kiedy spoglądamy na tę osobę obiektywnie, widzimy, że oprócz półki zapchanej książkami i kolekcji motywacyjnych plakatów niewiele ma do pokazania.

Rafał Żak wyjaśnia, jak sprzedawcy źle pojętych usług rozwojowych wpajają nam przekonanie, iż niezależnie od kalibru problemu możemy łatwo go rozwiązać, „łykając” odpowiednią książkę bądź szkolenie. Z drugiej strony, zauważcie, gdzie to prowadzi…. do przeświadczenia, że rozwiązanie naszych problemów znajduje się „za zewnątrz”. W konsekwencji rodzi to przekonanie odbierające nam poczucie kontroli i pozbawiające siły. Stąd najprostsza droga do uzależnienia od rozwiązań proponowanych przez innych. Bo przecież sami sobie nie poradzimy… Autor apeluje o samoobserwację, czy przypadkiem nie daliśmy się wciągnąć w uznanie rozwoju za swojego rodzaju „wewnętrzny przymus”. Grozi to bowiem podejmowaniem aktywności, która jedynie maskuje rzeczywiste problemy, ale ich nie rozwiązuje.

Kolejną wartością płynącą z lektury jest sporo „mocnych stwierdzeń”, pobudzających silnie do refleksji, np.:

Udowodniono (w badaniach naukowych – przyp.mój), że (…) uczący się często nie są w stanie podjąć dobrych decyzji dotyczących własnego procesu uczenia się i własnych potrzeb rozwojowych.

Dlatego tak ważne jest, komu „oddamy” swój rozwój, by go wspierał. To musi być osoba działająca etycznie, najlepiej w ujęciu Evidence Based Practice, która nie próbuje nas „uzależnić” i po prostu sprzedać nam usługę rozwojową, ale chce nas naprawdę, w zgodzie z naszym najlepiej pojętym interesem, rozwinąć.

Zaangażowanie uczniów w proces uczenia się działa tylko wtedy, kiedy angażują się poznawczo, a nie wyłącznie emocjonalnie.

Ach, jak dobrze chodzi się na spotkania rozwojowe, wyglądające jak grupy wsparcia, na których można „wygadać się” osobom o podobnych problemach, poczuć się akceptowanym i rozumianym! Wiem od kilku osób, które były na plenerowych „rozwojowych mowach motywacyjnych”, że czuły po nich niesamowitego „powera” i bardzo silne pozytywne emocje. Jednak to są właśnie emocje, które spowodują, że ocenimy usługę na „super”, ale niekoniecznie wprowadzimy realne pozytywne zmiany w życiu (za to chętnie skusimy się na wydatek pójścia na kolejne tego typu wydarzenie). Nie bójmy się wysiłku intelektualnego; „zmęczenie poznawcze” po szkoleniu czy sesji coachingowej, to dobry wyznacznik tego, że proces faktycznie nas rozwija!

Jeszcze inna bardzo ważna wartość książki, to kwestia podkreślająca znaczenie samookreślenia, czy w wyniku zrealizowanych usług faktycznie się rozwinęliśmy (szczegółowo omawiane w książce zagadnienie „zwrotu z inwestycji” w usługi rozwojowe.)

O gustach się nie dyskutuje?

Jedni wolą mięso, inni są wegetarianami. Ile osób, tyle gustów. Według mojego – książka mogłaby mieć pewne elementy bardziej rozbudowane, o czym parę słów poniżej.

Generalnie mam odczucie, że w książce dominuje skupienie na metodach i narzędziach, mało zaś światła skierowanego jest na człowieka, który używa ich w pracy. Czytelnik po lekturze będzie wiedział, czy proponuje mu się trening/szkolenie/coaching/mentoring itd., ale niekoniecznie będzie miał pewność, że wykonywane jest to przez właściwą osobę. W wyniku lektury wie on, że może „prowokować”, pytać prowadzącego podczas zajęć, by przekonać się, według jakiej metodologii działa. Dowiaduje się także , że „jeszcze przed zakupem” warto poświęcić czas na poszukanie w Internecie np. dobrego coacha/trenera. Brakuje jednak bardziej konkretnych wskazówek, kto to jest ten „dobry coach/trener”. Jakie uprawnienia są wymagane/dobrze widziane? Czy są jakieś systemy akredytacji? Szkolenia/studia? Na co zwracać uwagę w rekomendacjach?

W moim odczuciu książka wzbogacona o takie informacje byłaby bardziej kompletna. Na szczęście w Internecie, jak się dobrze poszuka, pojawiło się już kilka artykułów w tej tematyce.

Podsumowanie

Rafał Żak sam szczerze wyznaje na jednej ze stron: „napisanie poradnika rozwoju osobistego jest wyzwaniem dużego kalibru i napotyka pewne trudności„. Zdaję sobie z tego sprawę, wiem, jak łatwo mi, jako czytelnikowi (na dodatek zaznajomionemu dość dobrze z tematyką rynku usług rozwojowych) zwracać uwagę na to, co „możnaby inaczej”. Na rynku podobnych książek jest niewiele, zaś tematyka do „ogarnięcia” jest ogromna. Muszę przyznać, że pozycja ta jest krokiem odważnym, dużym i na dodatek we właściwym kierunku. A rodzące się we mnie poczucie, że nie daje ona „wszystkiego” zdaje się być wyrazem tego, że przeczytana uważnie działa inspirująco i pobudza do refleksji. Lektura tej książki powoduje, że „apetyt rośnie w miarę jedzenia”. No ale gdzieś trzeba postawić kropkę. Czekają nas zapewne kolejne wydania, być może wzbogacone o dodatkowe treści, a może kolejne książki, osobno, szczegółowo wyjaśniające to, co teraz jawi się jako „luka”. Czekam na to z niecierpliwością, życzę sobie i Wam więcej takich pozycji na półkach księgarni.

Na koniec chciałam przedstawić główne przesłanie autora, pod którym podpisuję się obiema rękami i szczerze Was zachęcam nie tylko do lektury książki, ale także – do włączenia krytycznego myślenia w kwestii własnego rozwoju (prywatnego i zawodowego) :

Moim zdaniem, gdybyśmy wszyscy zaczęli wymagać więcej i gdybyśmy częściej kwestionowali rzeczy, które budzą nasze wątpliwości, świat rozwoju wyglądałby lepiej. (…) Znaj się na rozwoju osobistym. Naucz się rozwijać. Znaj kryteria wyboru określonych działań. Przy świadomych klientach, wątpliwe merytorycznie koncepcje znikną same.

Czego sobie i Wam życzę,

Małgorzata Pawlińska

Toniesz w emocjach? Nauczę Cię pływać!

Jesteś SP (Sensitive Person)? Dołącz do „The third SPace” - newsletterowej przestrzeni Twojego rozwoju. Otrzymasz na start PDF „Tonąc w emocjach – nauka pływania” a w dalszym kontakcie mnóstwo inspiracji do poszukiwań Twoich własnych „3 SP dla SP”: SPokoju, SPójności i SPełnienia.

O AUTORCE

Nazywam się Małgorzata Pawlińska. Jako psycholog, Coach PCC ICF oraz licencjonowany konsultant i trener Odporności Psychicznej - pomagam kobietom będącym SP (SP – Sensitive Person) odnaleźć i rozwijać w życiu 3 SP: SPokój, SPójność, SPełnienie.

Podobne wpisy